Im dłużej tu jestem tym więcej znajduję aspektów których się odnajduję. Tym razem dwa dni w jednym, bo tak trochę pracowicie było i nie miałam czasu, żeby coś napisać.
Przegapiłam dzisiaj wyjście z Juanem, trochę szkoda, bo to chyba ostatni raz. Jutro idziemy wieczorem odrobinę się rozerwać, a w sobotę wyjeżdżamy do Arequipy.
Wczorajszy dzień był tak samo piękny jak dzisiejszy. Rano odwiedziła mnie Pilar i zrobiłam z nią bardzo fajny wywiad. Żadna w tym moja zasługa, ona po prostu kocha to co robi i pięknie o tym mówi.
Po jej wizycie z Kasią wyskoczyłyśmy do miasta, żeby pokupować jakieś pamiątki!! Wcześniej jeszcze siedziałam z chłopakami, czekając na Kasię i dostałam obiadJ Obdzieliłam nim wszystkich chłopców ze stołu, bo wiedziałam, że z Kasia coś wsuniemy na mieście. Oni są śmieszni, chcieli żebym robiła im zdjęcia.
W mieście zrobiłam zakupy za 120 złotych!! I kupiłam tyle rzeczy, że szok!! To jest niemożliwe, ale nie będę pisać, co kupowałam, bo wszystko to były pamiątki i nie chcę psuć niespodzianki;)
Chodziłyśmy ponad dwie godziny. Gdy zgłodniałyśmy, zatrzymałyśmy się w takiej fajnej knajpce. Super było!! Pyszne jedzenie, obiad z czterech dań za 6,5 zlJ Czad!! Oj, cos czuję, że przytyję tutaj trochę, same niespodzianki.
Niedługo później dołączył do nas Jakob i Karolka, ja już musiałam uciekać, bo miałam być w Chorillos o 18.00. Oczywiście dotarłam na 18.00J Ale co jest najśmieszniejsze to taksówkarze, bardzo lubią opowiadać historie swojego życia, jeden wczoraj chciał mój adres, żeby mi wysłać kolczyki i naszyjniki. Był dość stary, nie dałam mu oczywiście. Dzięki tym podróżom do Chorillos mam godzinę więcej hiszpańskiego!! Czyż to nie jest piękne;)?
Jak dotarłam, zastałam ogromny rozgardiasz!! Ale właśnie za to uwielbiam tych chłopców, są wszędzie. Zjadłam z nimi kolację i nagrywałam Elvisa, który grał na gitarze i śpiewał. Podobało mi się. Fajnie, że okazało się, że Elvis to nie smutny chłopak. Wczoraj pokazał Różki, nie słuchał się wcale i generalnie żyje jak normalny chłopak. Wprosiłam się w sobotę do jego domu, co więcej idę z nim spotkać się z jego znajomymiJ Śmiesznie będzie. AA i mam zamiar oczywiście nagrywać.
Teoretycznie powinni iść spać o 22.00. O 23.00 Dominika straciła cierpliwość i zaczęła krzyczeć, ja zaczęłam zasypiać na krześle. Po 24.00 wrócił Daniel, już przestali krzyczeć, ale zapomniałam o najważniejszym!! Przyszła do nich pani, która uczy ich robić czekoladki!! I tylko Kevin, brat Elvisa je robił… Dzisiaj miał je sprzedawać w szkole. Jest przedajny ale boi się kamery, więc nie nagrałam go wcale…
Jak Daniel przyszedł ja zasnęłam na kanapie, Dominika mnie obudziła i zaprowadziła do pokoju gdzie spał brat Elvisa i trzech innych chłopców. W nocy trochę gadali przez sen, krzyczeli, ale spałam bardzo dobrze i mi było ciepło.
Rano obudził mnie sms trzy minuty przed 7.00, wstałam i zaczęłam kręcić jak chłopcy wstają!! To było bardzo śmieszne. Ciężko ich zwlec z łóżka. A Elvis, wstał chyba tylko dlatego, że stałam nad jego łóżkiem z kamerą i powiedziałam, ze dopóki nie wyjdzie nie pójdę sobie. Zjedliśmy śniadanie i wyjechaliśmy z Elvisem do jego szkoły muzycznej. Gadaliśmy przez całą drogę, ponad godzinę. Jest bardzo dobra osobą, czasami go nie rozumiem, ale stara się wtedy pokazywać rękami.
Spóźniliśmy się oczywiście. Pan już czekał!! To jeden z najlepszych graczy na gitarze w Peru!! Nagrałam całą jego lekcję i zrobiłam krótki wywiad z nauczycielem. To był mój mały sukces. Jak wyszliśmy Elvis by szczęśliwy, wsadził mnie w taksówkę i wróciłam do domu. Ma talent i już. Siedziałam chwilkę w domu, a później poszłam na obiad do Chińskiej restauracjiJ Strasznie dużo jedzenia za 5 złotychJ Zjadłam też ćwiartkę papai !! Pycha!!
Spotkałam Ericka na rogu Aricki, zabrał mnie na jakiś targ gdzie była Cantina i tam siedziało wielu chłopaków, którzy pracują na ulicy. Jedli obiad. Dalej patrzyli na mnie jak na obcego. To nic.
Po obiedzie poszliśmy zanieść zupę jednemu chłopakowi, który został złapany na ulicy przez policje. Pan policjant zaniósł mu zupę i wyruszyliśmy do mieszkania Ericka. Hehe, Erick pomógł mi złapac dobry kontakt z chłopakami, zrobiłam z nimi wywiady, nagrałam trochę jak spiewali. To jest niesamowite, że oni sami nauczyli się grac na Sampowi, charrongo, gitarze!! NA ulicy!!! Grają cudownie, nie mogłam się nasłuchać. Erick strasznie się bał, że ich nagrywam jak robiłam zdjęcia, trochę mnie to wkurzyło, przecież powiedziałam, że nie będę tego robić. Za to Erick ma świetną żonę, Kanadyjkę o ile się nie mylę.
Wróciłam do domu i spotkała mnie niespodzianka!! Karolina poszła po swoich znajomych , jednego z nich nawet ja znam!! Mają zamiar zostać rok w Iquitos. Nie ma to jak się spotkać ze znajomymi na drugim końcu świata. Posiedzieliśmy trochę razem i uciekałam spotkać się z Luz. Nie mogłam się doczekać!! To jest cudowna osoba. Pracowała na ulicy przez 18 lat. Pracowała w domu Jacka przez pięć lat, więc mogę powiedzieć, że jest jedną z najważniejszych osób z którymi rozmawiałam. Najfajniejsze w niej jest to, że strasznie przypomina mi panią Sokólską, moja nauczycielkę hiszpańskiego z liceum. Uwielbiałam ją. I Luz za to co robi powinna dostać order złotego człowieka. Zrobiłam z nią super długi wywiad i nie musiałam jej ciągnąć za język. A dzieciaki z domu są dla niej bardzo ważne. Powiedziała mi bardzo dużo o Elvisie. I kolejny raz się nie zawiodłam.
Jak wróciłam do domu, okazało się, że wszyscy się martwili o to, że poszłam sama w niebezpieczne miejsce. Ja byłam z nią. Nie chciałam tego, nie miałam kiedy indziej się z nią zobaczyć, niestety.
No cóż, póki co nie spotkało mnie tutaj nic złego i czuję się spokojna. Tylko wkurzają mnie czasami krzyki z ulicy gringa!gringa!! rubia!!, ale dzisiaj dowiedziałam się od chłopaka z ulicy, że to nie jest obelgaJ Fajnie było z nimi, z Luz tym bardziej. Z Elvisem rano też. Jest cudnie, ale brakuję mi jednej bardzo ważnej części mnie, z tym niczego nie zrobię.
Bardzo tęsknię.